Nie powiem, że te trzy tygodnie zleciały w mgnieniu oka, wręcz przeciwnie. Każdy dzień ciągnął się w nieskończoność, każdy spacer z naszym pupilem przypominał mi o wspólnych chwilach, które spędzaliśmy we troje.

Pies też wydawał się jakiś taki smutny, dbałem o niego jak mogłem najlepiej, jednak pewnie w jego ocenie nie dorównywałem Jewie.

Jeżeli go to pocieszy, to on też jej nie dorównywał, szczególnie podczas wieczornych rozmów, gdzie patrzył na mnie z wyrzutem, że zawracam mu głowę.

Ale dotrwałem, pies żyje, mieszkanie całe i nawet nie zapuszczone. Dzień przed jej powrotem wpadłem w wir sprzątania, pod ścierkę i odkurzacz padło wszystko co stanęło na mej drodze. Wszystko lśniło nowością, umyłem nawet okna, co wcześniej się nie zdarzało.

O godzinie 17 miała być na dworcu głównym. Stan zdrowia jej matki poprawił się na tyle, że mogła zostać sama. No nawet nie do końca sama, bo ojciec, 3 dni po wyjeździe Jewy do Polski, miał wziąć urlop.

Wszystko było gotowe, bukiet kwiatów, pies na smyczy – oto mój skład komitetu powitalnego.

Niestety nie było tak pięknie jak się spodziewałem, pociąg którym jechała Jewa zrobił sobie opóźnienie, marne 3 godziny.

Musiałem wrócić, zostawić psa, kwiatki wsadzić do wazonu i przybyć znowu, już bez komitetu powitalnego.

Po 3 godzinnym opóźnieniu pociąg przybył na wyznaczony peron, Jewa wysiadła, całą rozpromieniona na mój widok. Ja odwdzięczyłem się tym samym, nie kryłem wzruszenia. To były przecież długie trzy tygodnie bez mojej ukochanej. Internet próbował zaspokoić mi jej brak, ale to ciągle był tylko substytut prawdziwej randki.

Teraz wszystko miało być po staremu, nikt nigdzie nie miał zamiaru wyjeżdżać, nastąpiła wyczekiwana przeze mnie rutyna.

Mój niecny plan został wcielony w życie, niestety aktualnie połowicznie, wysłałem Jewie dokładne informacje co powinna zrobić aby móc się ze mną skontaktować w wirtualnym świecie z wideo przekazem. Niestety zapomniałem o jednym, laptop który jej dałem nie jest wyposażony w kamerę internetową.

Musiałem zastanowić się co z tym fantem zrobić, jedyny pomysł jaki miałem, to wytłumaczyć jaki sprzęt powinna kupić aby wszystko działało jak należy.

Zamieściłem dokładny opis, co, jak, czemu i za ile. Odpowiedziała mi, że jak tylko znajdzie chwilę wolnego czasu to pojedzie do Kijowa i zrealizuje moje wskazówki.

A mogłem jej dać kamerę, nie pomyślałem, wszystko leży w mieszkaniu i się kurzy, kiedy ona musi specjalnie jechać do sklepu po sprzęt. No ale czego nie robi się dla miłości?

W końcu udało się, pojechała do Kijowa po sprzęt i z tego co mi napisała, już z nim jedzie do domu, ale trochę jej to zajmie bo przez wszechobecne korki zamiast 40 minut będzie jechała 1,5 godziny.

Przez ten czas postanowiłem przejrzeć randki online, tam bowiem jest cała historia naszych pierwszych rozmów (których i tak dużo nie ma, bo szybko przeszliśmy do kontaktu w cztery oczy, no ale zawsze to jakiś element historii).

Serce się raduje, że żyjemy w XXI wieku, tutaj oddaje cześć technologii, gdybyśmy żyli w XIX wieku to zamiast 10 maili na dzień mielibyśmy 1 list na miesiąc.

Prawda, bardzo romantyczne ale dla niecierpliwych niepraktyczne. Tak, zaraz podniosą się głosy, że dzięki takiemu oczekiwaniu miłość by się potęgowała a po spotkaniu byśmy się na siebie rzucili już w progu. Ja jednak wolę mieć stały kontakt z ukochaną.

Po 2 godzinach od ostatniej wiadomości dostałem notyfikację o nadchodzącym połączeniu wideo, to była Jewa. Przegadaliśmy cały wieczór, przy akompaniamencie szczekającego czworonoga. Dzięki takim chwilom mam nadzieję, że czas rozłąki nie będzie tak bolesny.

Chwilowo nic nie jest tak jak powinno być. Moja osoba towarzysząca ma teraz cztery łapy i szczeka. Więc ani ja nie jestem zachwycony ani nasz pies. On z tego powodu, że chwilowo musi przejść na suchą karmę (nie mam czasu gotować dla niego, ja nie mam czasu gotować nawet dla siebie)
Dodatkowo musiałem mu zmienić godzinę spacerów, pierwszy o 7 rano, drugi w przerwie obiadowej w pracy, koło 15 oraz ostatni, wieczorny o godzinie 21. Przez to zacząłem nieregularnie jeść, no ale cóż, chciało się czworonoga to teraz trzeba się nim opiekować.
Wiedziałem że kot byłby lepszym rozwiązaniem, przynajmniej byłoby się do kogo przytulić. Sierść miękka, mruczy i grzeje. A pies? Kościsty, nie mruczy i jest niewymiarowy.
Jewy nie ma już tydzień, wymieniamy dziennie jakieś 10 maili, ale to ciągnie nie może nam zastąpić prawdziwego spotkania. Tych wspólnych spacerów po parku. Gotowania obiadów, pielęgnacji naszego czworonoga…
Koledzy z roboty zaczęli się pytać co ja taki mizerny chodzę, jakoś dziwnie nie potrafią zrozumieć, że to wszystko przez brak kobiety mojego życia.
Nie dociera do nich, że nie da się zastąpić wspólnych wieczorów z Jewą, zimnym piwem, chipsami i dobrym filmem w telewizji.

Piwo nawet nie smakuje tak jak kiedyś, śmieję się sam do siebie, że na podstawie aktualnego epizodu można by nakręcić jakiś mały melodramat, nadać bohaterom latynoamerykańskie imiona i serial gotowy. Ale jakoś z tym walczyć trzeba, wpadłem na pomysł, że trzeba do naszych rozmów dodać wideo. Transmisja obrazu chociaż trochę przyćmi mój ból związany z rozstaniem. Muszę jeszcze dopracować szczegóły i przejść do realizacji mojego niecnego planu.

nie najlepsze wieści

Ten dzień nie należy do najszczęśliwszych w mojej związkowej karierze, i nie jest to spowodowane jakimiś kłótniami czy nieporozumieniami, bo takich na szczęście u nas nie ma.

Jewa dostała telefon od swojego ojca, nie były to niestety najlepsze wieści, okazało się, że stan jej mamy znacznie się pogorszył i zmuszona jest pojechać do domu w celu sprawowania opieki.

Lekarze mówili, że zły stan zdrowia nie powinien się długo utrzymywać, jest to kwestia 2-3 tygodni zanim mama wróci do pełni sił i będzie mogła zaopiekować się ponownie całym dobytkiem.

Nie wiem jak ja przeżyje te  dwa tygodnie, przecież to wieczność. Szczególnie, że żadne z nas nie zdążyło się nawet nacieszyć wspólnym mieszkaniem

Jewa mówi, że nie będzie mi aż tak smutno, bo mam czteronożnego towarzysza niedoli, on będzie równie tęsknił jak ja. Niestety konwersacja z takim osobnikiem jest trochę utrudniona. Jedyną ripostą jakiej mogę się spodziewać będzie szczekanie. Continue reading

Poznanie dziewczyny w internecie Przemyslenia

Bill Clinton, w 1996 roku, powiedział bardzo ciekawe słowa obrazujące potęgę Internetu:
„Kiedy obejmowałem urząd prezydenta, jedynie eksperci od fizyki słyszeli o terminie World Wide Web. Teraz nawet mój kot ma swoją stronę.”
Słowa te bardzo dobrze oddają świat w którym żyjemy, sieć jest wszędzie, w telefonie komórkowym, w zegarku, w samochodzie.
Przez Internet możemy zamówić obiad, sprzątaczkę, kupić mieszkanie lub miejsce na cmentarzu. Continue reading

Od Kiedy jestem z Jewą

Od kiedy jestem z Jewą moje życie stało się spokojniejsze, mniej się denerwuje, mam kogoś kto mnie wysłucha i doradzi.
Jak pamiętacie, na samym początku nie miałem nikogo i jakoś funkcjonowałem. Na wstępie pragnę dodać, że nikogo nie będę przekonywał do szukania sobie partnerów na siłę, jeżeli uważasz, że jest ok. – to najważniejsze żebyś Ty się z tym dobrze czuł/czuła.
Kieruje ten wpis do osób, które przybierają maskę singli z powodu paru niepowodzeń, zranień, nieudanych romansów. Continue reading

Jawa przychodzi po mnie do pracy

Nastał kolejny nudny dzień w pracy. Z powodu lekkiego przestoju nie ma za bardzo co robić, każde zlecenie jest wykonywane na bieżąco, co zwykle graniczy z cudem. I może bym nie narzekał na taki stan rzeczy, ale nie zdążyłem się jeszcze nacieszyć moją ukochaną, która świeżo co wróciła z trzy tygodniowej wyprawy.
Jeszcze dwie godziny a ja siedziałem bezczynnie czekając na telefon od kontrahenta. Bezczynność przerwał dźwięk SMSa, to była Jewa. Uśmiech zagościł na mojej twarzy.
Poza jakże miłymi słowami otuchy, zapytała się co chcemy robić wieczorem. Pomyślałem, może umówmy się w kinie? Continue reading

Jawa Wraca

Nie powiem, że te trzy tygodnie zleciały w mgnieniu oka, wręcz przeciwnie. Każdy dzień ciągnął się w nieskończoność, każdy spacer z naszym pupilem przypominał mi o wspólnych chwilach, które spędzaliśmy we troje.
Pies też wydawał się jakiś taki smutny, dbałem o niego jak mogłem najlepiej, jednak pewnie w jego ocenie nie dorównywałem Jewie. Continue reading

Spotkanie Online

Mój niecny plan został wcielony w życie, niestety aktualnie połowicznie, wysłałem Jewie dokładne informacje co powinna zrobić aby móc się ze mną skontaktować w wirtualnym świecie z wideo przekazem. Niestety zapomniałem o jednym, laptop który jej dałem nie jest wyposażony w kamerę internetową. Musiałem zastanowić się co z tym fantem zrobić, jedyny pomysł jaki miałem, to wytłumaczyć jaki sprzęt powinna kupić aby wszystko działało jak należy. Continue reading

Kolejny tydzień bez Javy…..

Chwilowo nic nie jest tak jak powinno być. Moja osoba towarzysząca ma teraz cztery łapy i szczeka.
Więc ani ja nie jestem zachwycony ani nasz pies. On z tego powodu, że chwilowo musi przejść na suchą karmę (nie mam czasu gotować dla niego, ja nie mam czasu gotować nawet dla siebie).
Dodatkowo musiałem mu zmienić godzinę spacerów, pierwszy o 7 rano, drugi w przerwie obiadowej w pracy, koło 15 oraz ostatni, wieczorny o godzinie 21. Przez to zacząłem nieregularnie jeść, no ale cóż, chciało się czworonoga to teraz trzeba się nim opiekować.
Wiedziałem że kot byłby lepszym rozwiązaniem, przynajmniej byłoby się do kogo przytulić. Sierść miękka, mruczy i grzeje. A pies? Kościsty, nie mruczy i jest niewymiarowy. Continue reading